piątek, 17 marca 2017

Augustyn Barbara
















Urodzona w 1962 roku. Absolwentka polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, nauczycielka, mieszkanka Radomyśla Wielkiego. Wiersze pisze od zawsze. Inspiracji szuka przede wszystkim w swojej skomplikowanej, przewrotnej, ciągle niezbadanej kobiecej naturze, ale przede wszystkim w świecie zewnętrznym.  W  roku  2010  wydała swój  debiutancki  tomik poezji „Niby”. Wiersze publikowała również w almanachu Grupy Literackiej „Słowo” przy TMZM w Mielcu, „Zanurzeni w słowie”, tomie poezji miast partnerskich Mielca i Löhne   „W dalszej i bliższej perspektywie” („So fern wie nah”), w almanachu „Szepty duszy” i zbiorze „Wiersze radomyskich poetów”. W 2012 r. ukazał się jej drugi tomik „Kątem oka”. Jej utwory trafiły także do „Artefaktów” – Mieleckiego Rocznika Literacko-Kulturalnego (2012-2016) i „Dygresji Nr 1 (2017-2018). W roku 2017 wydała tomik „Pożegnanie z arcorokiem”.





Milczenie

Ja milczę ładniej dostojniej
w sposób nieskrępowany
żadnymi zasadami składni
ani retoryki

Lubię niezależność niewymowy
i ciszę traw niezmąconą
drganiem warg

Moje milczenie pachnie mokrą
ziemią i grząskim podłożem
tego wszystkiego
co mam do powiedzenia

Ty milczysz wiadomo
z przekory i strachu
przed tym wszystkim
co by się rozniosło
po kniejach i pastwiskach

Powrót

I tak oto
pociągiem do analizy
z nieskończoności przybyłam
w skończoność

Z podróży po dzikich krajach
przywiozłam kilka fotek
jedna z pomnikiem
druga z plaży nad jakimś oceanem
chyba niespokojnym
trzecia z filiżanką trochę niewyraźna
coś mnie poruszyło
co zdarza się rzadko

W każdym razie dowód
że byłam i że chyba jestem
choć pewności nie mam
zwłaszcza co do istnienia
środkowego drzewa

Poza tym jakoś się kręci
wokół mnie ta kula
w pełni
a kiedy zachodzi
potrzeba
wskazującym palcem
zatrzymuję biały obłok
nad naszym posłaniem

Lato

Przechodzi na drugą stronę
droga do pętli
pełznie tuż obok
leniwie i smętnie

Jedyne co błyszczy
to drogowskazy
 na płotach i bilbordach

Niosę swój los
jak wieczne pióro
w szarym etui

Wszystko co chcę powiedzieć
błyska poza polem widzenia
jak złoto w lombardzie

Wraz z opadaniem liści
zacznę odliczanie

Nie wystarczy

Że jesteś obecny
każdego ranka parzysz kawę
na kromki powszedniości
kroisz los

w cichości zasłon
i pogoni za nadążaniem
dzielisz ze mną wiadomości
ze świata polityki
które dotyczą nas mniej
niż my sami dotyczymy siebie

każdego wieczoru
przewracasz kartki i przesuwasz
wieżę  w stronę królowej
a ja z drugiej strony
przeważam szalę o ciu ciut
i w geście triumfu podnoszę brew
nad zmęczonym okiem

potem zasypiamy świadomi
straty kolejnego dnia
bez zmieszania śliny
z której nasze matki
lepiły słodkie podpłomyki

nasz codzienny podpis
na liście obecności
nie wystarcza
by zakręcić skrzydłami
utrapionego niemożnością
anioła


Pożegnanie z arcorokiem

Ostatnie śniadanie na żaroodpornym
 talerzyku miało smak tęsknoty
Nie chodzi o zużywalność materii
ale o puste miejsce po naczyniu
z którego jadaliśmy wspólnie

Karma też ściemniała.
Odgrzewane słowa podawane
 na porcelanie ze złotym paskiem
z trudem rozpływają się w żyłach

Z poczuciem nieuzasadnionej straty
wyrzucam ostatni egzemplarz
niemego świadka historii
ubywania barw na lnianym obrusie

Zakręcając plastikowy worek  pytam:
Jaki wpływ na apetyt ma naczynie
z którego czerpiemy?

Odpowiedzi proszę kierować
gdzie pieprz rośnie
i kędy droga skręca
w stronę Wenus

LIMERYKI

Nietakt

Razu jednego mielecki poeta
Pisał wymowniej niż do kotleta
do ukochanej kobiety
przesadził , niestety
I tak z poezji zrodził się nietakt

Śmiertelne wibracje

Pewna dama wątpliwa z Dębicy
Chciała upust dać własnej macicy
Wibrator  nabyła
Za  głęboko  się wryła
Prądu brakło i umarła ze chcicy

Rąbanie

Stary drwal spod miasta Rzeszowa
Rąbał  o czym pomyślała głowa
I wciąż było mu mało
Póki prącie stawało
Aż nie drgnęło i lasy karczował

 Narodziny empiryzmu

Wiejski filozof się  rozwodził
Że nauka i mądrość mu szkodzi
Więc niestrudzenie
Począł rozbijać kamienie
Tak się empiryzm narodził


Nadużycie władzy

Pewien znany polityk z Pragi
Dzielił  według własnej wagi
Aż opadła szala
Szczur  wyszedł z  szakala
A  król został samotny i nagi

FRASZKI

Terapia wstrząsowa

W ramach małżeńskiej terapii
Ona mu w pysk , a on znowu zapił

Intuicja

Kiedy wręczył jej bukiet róż
Pomyślała: no cóż
Pewnie wkrótce  przyniesie
Zaświadczenie o nowym adresie

Realistka

Przed  pięknymi słowami
zapieram się nogami
Bo od słów poety
Zdecydowanie wolę konkrety

Nocne czułości

On tak pięknie chrapie
A ona: ty capie

Cnotliwa

Myślała, że byka rozpusty złapała za rogi
A on jej hop pomiędzy nogi

Trudy miłości

Bo w miłości nie ma prostych dróg
Albo pod górkę, albo z walizką za próg




















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz