Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kij w mrowisku. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kij w mrowisku. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 września 2018

Kultura nie ponura


Kultura popularna, rzec można by, ludowa, to dzisiaj prawie wyłącznie telewizja. Jaka telewizja, taka kultura. Marna. Chichy śmichy, podrygiwanie w takt, oglądanie gołych dup. Ale tego życzy sobie znacząca część elektoratu, wyedukowana we współczesnej szkole, w której mówi się o kulturze z musu i półgębkiem. Bo i tak to nikogo nie interesuje. Ot, trzeba „zaliczyć” program. Zresztą, co tu wymyślać: zawsze tak było, że kulturą tzw. „wysoką” interesowała się znikoma część społeczeństwa. Może 5 %. Chociaż był taki okres, nazwijmy go „okresem sekretarzy”, kiedy wszystkiego było mało i wydawało się, że kultury jest dużo. Albo przynajmniej więcej. Bo wtedy sekretarz mógł zdecydować: wydajemy „Filozofię przypadku” Stanisława Lema. Albo innego „Ulissesa”. I wydawano. Rzecz dzisiaj absolutnie niemożliwa. Ale to także była złuda, ułuda, bo ludzie i tak woleli Trędowatą i Kolorowe jarmarki.

Tym niemniej polska kultura jakoś się rozwijała. Zaliczając często spore sukcesy. Także w Mielcu w czasie słusznie minionym, kiedy sekretarze od spraw kultury nie chcieli uchodzić za głąbów, jakim zazwyczaj byli, a państwo czy samorząd na kulturę nie żałowały pieniędzy. Może to zwyczajna tęsknota za młodością przeze mnie przemawia i wcale nie było tak różowo, nawet jak byli Rzeszowiacy, chór Melodia i kabaret Sęk. I coś tam jeszcze. Bo jak się tak zastanowić, to przecież dzisiaj dzieje się chyba znacznie więcej. Co prawda Rzeszowiacy to już emeryci, ale chyba zapotrzebowanie na takie formy kultury jest raczej – poza sentymentalnymi – nikłe. Wiem, narzekają. Ale raczej ci, którzy i tak nie uczestniczą, nie konsumują. Bo wciąż gdzieś coś się dzieje. I Tuszyma z różnymi zajęciami kulturalnymi, i Grochowe, co raz serwujące jakiś konkurs z dziedziny kultury. I Chorzelów co raz z nowymi pomysłami. To jest to, co rejestruję poza Mielcem.